04 października 2026

"Nasza klasa" w Mlądzu. Tego jeszcze nie było!

Wrzesień 1984, klasa Ic o profilu ogólnym z rozszerzonym francuskim, LO- jedyne w małym mieście Żagań, ulokowane od 1947 w byłym budynku hitlerjugend. Przed szkołą park z dębem Hitlera w centralnym miejscu. Pod szkołą- schron przeciwpancerny. Miejsce nie wróżyło nic dobrego. A jednak...
 Oprócz elitarnego kształcenia, które dawało dobry start na przyszłość( szkoła nasza u schyłku komuny znajdowała się pod patronatem UNESCO, kładła więc nacisk na współpracę ze szkołami Europy Zachodniej, przede wszystkim Francji, w związku z czym język francuski był obowiązkowy i na wysokim poziomie), zawiązaliśmy przyjaźnie trwające nieprzerwanie po dzisiejszy dzień. Agata- po studiach w Akademii Rolniczej w Krakowie dziś prowadzi swój biznes w Nowej Soli, Jacek- ksiądz misjonarz po seminarium na krakowskim Stradomiu od 24 lat proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Białorusi( ostatni polski duchowny w tym kraju),  Artur-  dziś emerytowany komendant policji, Monika- żona Artura, prokurator, no i my wcześnie emerytowani nauczyciele- drugie, a pierwsze w kolejności klasowe małżeństwo. Spotykamy się w różnych konfiguracjach i z różną częstotliwością, ale gdy do Polski przyjeżdża na dłużej Jacek, spotkania są nadzwyczajne.  Ubywa lat, w głowie rodzą się, jak dawniej, głupie pomysły, wracają wspomnienia z klasowych wycieczek, niezapomnianych lekcji, gaf, imprez szkolnych i prywatek, a potem spotkań w dorosłości .  Jest tego mnóstwo! Tak było i tym razem. W czasie, gdy Jacek mógł do nas dołączyć byliśmy akurat w Mlądzu. Agata zarezerwowała więc noclegi w Osadzie Jeździeckiej "Bata". 




Przyjechali w piątek po południu i zostali do niedzieli. Działo się . Pobyt był krótki, a my chcieliśmy pokazać im jak najwięcej w naszej okolicy, tej najbliższej, bo wyjazd do Świeradowa w słoneczny weekend byłby z pewnością porażką. Tak więc była kawiarnia w Gierczynie ( obowiązkowo i z wielką przyjemnością)





 podziemna trasa turystyczna w Krobicy, 
spacer fragmentem górniczego szlaku z Kufla do Przecznicy,
obiadek w Paprotce i Hejnicka bazylika, a przy okazji kofola, która w restauracji Hugo smakuje najlepiej, ponoć.



 Wieczory spędziliśmy u nas w Starych Żarnach przy ognisku i w "Bacie" przy stołach- bilardowym i biesiadnym.😄






Żal było się rozstawać. Następne takie z Jackiem dopiero za rok.
Piszą i dzwonią, że bardzo im się podobało.  Nie kłamią. My też jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy ich gościć👍. Teraz, gdy zrobiło się cicho, żal, że już po spotkaniu. Ile takich  spotkań przed nami? Przecież mijamy... 

"Nasza klasa" w Mlądzu. Tego jeszcze nie było!

Wrzesień 1984, klasa Ic o profilu ogólnym z rozszerzonym francuskim, LO- jedyne w małym mieście Żagań, ulokowane od 1947 w byłym budynku hit...