30 września 2026

Tam, gdzie dusza Izerskich Gór

Jeśli ktoś zapytałby mnie o najpiękniejsze miejsce w Górach Izerskich, bez wahania wskazałabym  Halę Izerską i to nie o słynne naleśniki tu chodzi, chociaż są smaczne i pożywne. Nie potrafię  powiedzieć dlaczego. To składanka różnych czynników i nie wiem, który z nich najważniejszy:  kosmiczna energia miejsca, historia z ostatniej wojny i dawniejsza, zdobyta w opracowaniach i tłumaczeniach  (Podróżnicy w Górach Olbrzymich), wyobraźnia czytelnicza, którą uruchomił  na przykład pan Śmielak, a może urok hali, która odcięta od cywilizacji sprawia wrażenie oddzielnej planety? Takie mam wrażenie wychodząc lub wyjeżdżając ze świerkowego, gęstego lasu na płaskowyż, tętniący kiedyś życiem. 













Cudowna podróż. Udowodniliśmy w końcu sobie, że ze Starych Żaren rowerem do Chatki Górzystów też się da dojechać. To raptem 45 albo 47 kilometrów w zależności od trasy. Ta obok Kamienicy krótsza. 

                                        💚

Śnieżne Kotły górą i dołem.

 









🫣Zdjęcia w ułożeniu przypadkowym.

W Śnieżnych Stawkach nie było mnie ponad 15 lat! Wtedy też była jesień. Zdjęcia zrobione automatycznym aparatem a potem wywołane u fotografa na matowym papierze do dziś zdobią ściany przedpokoju w moim domu. Kilkanaście lat i ... nic się nie zmieniło. Cudownie, kolorowo, ciepło, pomimo że w paszczy Śnieżnego Kotła. Ta niezmienność i majestat gór najbardziej mnie pociąga. Nawet kamień z grawerem 1900 rok niewzruszony. Co mu tam AI...

Rowerowo po Grzbiecie Kamienickim☀️







Spragnieni ciszy i gór w poniedziałek przyjechaliśmy do Mlądza z psami, rowerami, ale tym razem bez kota. Kot uciekł przed zapakowaniem w transporter czując pismo nosem. Ale od czego sąsiedzi? Kot wychodzący, polujący da sobie radę bez pieszczot przez tydzień. Szopa musi wystarczyć.  Tak sobie tłumaczę, a tak naprawdę martwię się, czy jaki dzikus z rodzaju pracza, jenota albo kuny nie przejmie kociego terytorium razem z jego michą. Ale skoro już tu jesteśmy, z kotem czy bez, używamy.
 
Ledwo wypiliśmy kawę, już nas pognało. Przecznica, droga wokół Tłoczyny, później Kowalówka, skrzyżowanie 5 dróg pod Kamienicą, Żelazny Mostek i powrót do domu przez Sępią Górę, poniżej której hardo dokazywał  jeleni byk rycząc raz po raz i płosząc młode turystyki, które przed sobą miały jeszcze 3 godziny  drogi do Szklarskiej. A było tuż przed zachodem.



Jesień się rozhulała! My też. 30 ponad kilometrów po górkach zrobione. Wiem, to nie honorowo, bo rower ze wspomaganiem.😏Czas, kiedy na zwykłym turystyku z sakwami 125 kilometrów dziennie przejeżdżałam już poza mną, niestety. 
                                    💚☀️
                                          









11 sierpnia 2026

Trochę tęskno za...

 Goście dobrze u nas  odpoczywają, zżywają się ze wsią i jej dobrodziejstwami, spacerują po górach, zbierają zioła, plotą wianki, a potem planują powroty do naszego małego domku. Cieszymy się z ich relacji i opinii, ale też trochę tęsknimy za ciszą, za zachodami słońca na górce z lipą, która nie wiadomo czy Mlądzka, czy Rębiszowska, za sarnami budzącymi się rano na łące, za pianiem bażanta, za pluszczem w Mrożynce, za pasącym się koniem Sąsiada, za Drogą Mleczną i perseidami, za zapachem lawendy, za wędrowaniem po bezludnym Kamienieckim Grzbiecie, za kawą i słodkościami cudnej kawiarenki " Miód i Mąka" w pobliskim Gierczynie, do której można na piechotę, rowerem, z psem, a nawet koniem dotrzeć... 

Na szczęście w sobotę  znalazł się czas na kawę w naszej altanie i   zrobienie kilku  zdjęć🤗☀️ Więcej będzie jesienią.







                                




                                         💚





21 maja 2026

Górniczym szlakiem

  Często na blogu zachwalam uroki Grzbietu Kamienickiego. Bezludne ścieżki, nieopisane i mało popularne trasy rowerowe, którymi można dotrzeć na Wysoki Grzbiet Gór Izerskich, piękna przyroda, widoki. Rzadziej wspominam o najważniejszym - o bogactwie mineralnym tych gór, o tym co ukształtowało okoliczne wsie takie jak Gierczyn czy Przecznica nadając im specyficzny charakter, czyli o górniczej przeszłości trwającej  czterysta lat, jak nie więcej. Poczytać o tym można na blogu " Góry Izerskie. Śladami dawnego wydobycia kruszców". Wczorajsza ośmiokilometrowa  wycieczka z Mlądza do Gierczyna zawierała odcinek górniczego szlaku, którym można by iść aż do Krobicy wieńcząc wędrówkę wizytą w Geoparku i przejściem podziemnej trasy turystycznej śladem dawnego wydobycia kruszców.

Na szlak weszliśmy za skrzyżowaniem dróg wiejskich z traktem żytawsko - jeleniogórskim. Ledwo wydeptana ścieżynka, pośród starego sadu z rozłożystą stuletnią czereśnią pamiętającą zapewne gwar Karczmy Sądowej, po której nie ma już śladu, to dowód na znikomą aktywność turystyczną tego szlaku. Zaraz za łąką weszliśmy w las. W tym miejscu sto metrów poniżej drogi znajduje się wejście do kopalni Anna Maria. Pisałam o niej w poście: https://nadmrozynka.blogspot.com/2023/01/o-czym-mowi-gora-rzecz-o-dwoch.html

Ponieważ jesteśmy na tym szlaku często, do kopalni Anna Maria nie zboczyliśmy. Zalesiony szczyt Prochowej nie ma dobrych punktów widokowych, za to sporo tu pamiątek po gwarkach, takich jak chociażby łupkowe kopce, w których do dziś znawcy tematu szukają minerałów. Za nieoznakowanym szczytem Prochowej, pośród paproci jest skręt do nieczynnej kopalni Wilhelm. Kiedyś był tu drogowskaz. Dziś przy drodze leży przegniły drewniany słup, na którym znajdowała się tablica. We wskazanym powyżej poście można obejrzeć zdjęcia. My pognaliśmy dalej na łąki. O tej porze roku są wyjątkowo soczyste, kwietne i ziołopachnące. 






Dalej, mijając górą przysiółek Lasek z charakterystycznym, okazałym budynkiem Leśnego Kurortu i gościnnym kotem jednego z gospodarstw oczekującym od wędrowców poczochrania w ramach wkupnego, doszliśmy do ścieżki na Kufel. 







Kufel - wzniesienie z rozległym widokiem na Pogórze leży na obszarze tzw. strefy łupków łyszczykowych rozciągającej się między Krobicą, Gierczynem a Przecznicą. Na jego szczycie jest ławeczka. To ulubione miejsce lokalnej autorki, która w ubiegłym roku zadebiutowała opowieścią "Czarownica z Gór Olbrzymich". Jeśli chcielibyście ją spotkać, bądźcie tu o świcie.🤗


Schodząc z Kufla na stronę południową trafia się na ścieżkę turystyczną, która przez wieki była dawnym traktem górniczym. Ścieżka wcięta  w zbocze wzniesień jest stara jak świat. Od strony stromizny   zabezpiecza ją szczelnie ułożony z łupka murek. 






Przed wsią zachowały się jeszcze dwie studnie. Być może  korzystali z nich górnicy w drodze do kopalni(?). Wyobraźnia działa, zwłaszcza że teren na tym odcinku dziewiczy, nieskalany nowoczesnością. Od stuleci nic się tu nie zmieniło. Może tylko nieuczęszczana droga bardziej wtopiła się w zieleń. 
Po zejściu z górniczego szlaku przemierzyliśmy wieś, przecięliśmy główną drogę i pomaszerowaliśmy do Mlądza. Szkoda, że lokalna kawiarenka" Miód i Mąka" w tygodniu nieczynna. Kawka i serniczek bardzo by się przydał dla uzupełnienia straconych kalorii😉. Tymczasem trzeba było zadowolić się kawą sprzed domku na  Starych Żarnach z niemniej pięknym widokiem.🤗


Wycieczka jak zwykle udana i refleksyjna, bo z historią w tle. Takie jak lubię.
  Gdy znajomi ślą zdjęcia z pięknego Palermo, ja delektuję się dzikością Kamienickiego Grzbietu przemierzając kolejny raz te same ścieżki. Co mi tam Palermo! 😉😀

💚💚💚











Tam, gdzie dusza Izerskich Gór

Jeśli ktoś zapytałby mnie o najpiękniejsze miejsce w Górach Izerskich, bez wahania wskazałabym  Halę Izerską i to nie o słynne naleśniki tu ...