21 maja 2026

Górniczym szlakiem

  Często na blogu zachwalam uroki Grzbietu Kamienickiego. Bezludne ścieżki, nieopisane i mało popularne trasy rowerowe, którymi można dotrzeć na Wysoki Grzbiet Gór Izerskich, piękna przyroda, widoki. Rzadziej wspominam o najważniejszym - o bogactwie mineralnym tych gór, o tym co ukształtowało okoliczne wsie takie jak Gierczyn czy Przecznica nadając im specyficzny charakter, czyli o górniczej przeszłości trwającej  czterysta lat, jak nie więcej. Poczytać o tym można na blogu " Góry Izerskie. Śladami dawnego wydobycia kruszców". Wczorajsza ośmiokilometrowa  wycieczka z Mlądza do Gierczyna zawierała odcinek górniczego szlaku, którym można by iść aż do Krobicy wieńcząc wędrówkę wizytą w Geoparku i przejściem podziemnej trasy turystycznej śladem dawnego wydobycia kruszców.

Na szlak weszliśmy za skrzyżowaniem dróg wiejskich z traktem żytawsko - jeleniogórskim. Ledwo wydeptana ścieżynka, pośród starego sadu z rozłożystą stuletnią czereśnią pamiętającą zapewne gwar Karczmy Sądowej, po której nie ma już śladu, to dowód na znikomą aktywność turystyczną tego szlaku. Zaraz za łąką weszliśmy w las. W tym miejscu sto metrów poniżej drogi znajduje się wejście do kopalni Anna Maria. Pisałam o niej w poście: https://nadmrozynka.blogspot.com/2023/01/o-czym-mowi-gora-rzecz-o-dwoch.html

Ponieważ jesteśmy na tym szlaku często, do kopalni Anna Maria nie zboczyliśmy. Zalesiony szczyt Prochowej nie ma dobrych punktów widokowych, za to sporo tu pamiątek po gwarkach, takich jak chociażby łupkowe kopce, w których do dziś znawcy tematu szukają minerałów. Za nieoznakowanym szczytem Prochowej, pośród paproci jest skręt do nieczynnej kopalni Wilhelm. Kiedyś był tu drogowskaz. Dziś przy drodze leży przegniły drewniany słup, na którym znajdowała się tablica. We wskazanym powyżej poście można obejrzeć zdjęcia. My pognaliśmy dalej na łąki. O tej porze roku są wyjątkowo soczyste, kwietne i ziołopachnące. 






Dalej, mijając górą przysiółek Lasek z charakterystycznym, okazałym budynkiem Leśnego Kurortu i gościnnym kotem jednego z gospodarstw oczekującym od wędrowców poczochrania w ramach wkupnego, doszliśmy do ścieżki na Kufel. 







Kufel - wzniesienie z rozległym widokiem na Pogórze leży na obszarze tzw. strefy łupków łyszczykowych rozciągającej się między Krobicą, Gierczynem a Przecznicą. Na jego szczycie jest ławeczka. To ulubione miejsce lokalnej autorki, która w ubiegłym roku zadebiutowała opowieścią "Czarownica z Gór Olbrzymich". Jeśli chcielibyście ją spotkać, bądźcie tu o świcie.🤗


Schodząc z Kufla na stronę południową trafia się na ścieżkę turystyczną, która przez wieki była dawnym traktem górniczym. Ścieżka wcięta  w zbocze wzniesień jest stara jak świat. Od strony stromizny   zabezpiecza ją szczelnie ułożony z łupka murek. 






Przed wsią zachowały się jeszcze dwie studnie. Być może  korzystali z nich górnicy w drodze do kopalni(?). Wyobraźnia działa, zwłaszcza że teren na tym odcinku dziewiczy, nieskalany nowoczesnością. Od stuleci nic się tu nie zmieniło. Może tylko nieuczęszczana droga bardziej wtopiła się w zieleń. 
Po zejściu z górniczego szlaku przemierzyliśmy wieś, przecięliśmy główną drogę i pomaszerowaliśmy do Mlądza. Szkoda, że lokalna kawiarenka" Miód i Mąka" w tygodniu nieczynna. Kawka i serniczek bardzo by się przydał dla uzupełnienia straconych kalorii😉. Tymczasem trzeba było zadowolić się kawą sprzed domku na  Starych Żarnach z niemniej pięknym widokiem.🤗


Wycieczka jak zwykle udana i refleksyjna, bo z historią w tle. Takie jak lubię.
  Gdy znajomi ślą zdjęcia z pięknego Palermo, ja delektuję się dzikością Kamienickiego Grzbietu przemierzając kolejny raz te same ścieżki. Co mi tam Palermo! 

💚💚💚











20 maja 2026

Wieczorny spacer po deszczu

 Popołudnie było deszczowe i burzowe,  idealne na książkę albo szydełko. Spędziliśmy je w domku, spoglądając co jakiś czas na niebo i góry.  Niezłe to było widowisko. Tuż przed zachodem pognało nas na górkę pod carską lipę. Weszliśmy od Izerskiej Lawendy, która po zmianie właściciela przybrała  nazwę " Ziele".


Pomimo deszczu polne drogi nie były mokre. Woda wsiąkła w ziemię jak w suchą gąbkę. Rośliny natomiast cieszyły się wilgocią.
Na każdym bez wyjątku ździebełku zboża, jak kropka nad "i" siedziała kropla. Zauważyłam to przeglądając zdjęcia po powrocie i  żałuję, że nie zrobiłam im zbliżenia pod zachodzące słońce. 



Po przeciwległych stronach polnej drogi. Kiedy w dolnej Przecznicy zapalają światła, Mlądz ogląda zachody słońca.

Krzyż Milenijny pomiędzy Mlądzem a Rębiszowem to miejsce szczególne. Często tu bywamy, ale nie zawsze widnieje na takim tle. Niebo pomalowane na różne kolory i kształty chmur odgrywało na dzisiejszym spacerze rolę główną.


Zachód słońca na wzgórzu zasłaniał las na Krypliczance. Spieszyliśmy się go obejść, aby znów upolować słońce. Udało się. 


Kiedy weszliśmy na łakę nasz domek opływały gęste mgły.





 Trwało to chwilę. Gdy doszliśmy do domku, mgła wtopiła się w las u stóp Kamienickiego Grzbietu. Dzień się skończył. 
Zimą zachody słońca oglądamy nie ruszając się z domu. Kiedy najkrótsze dni, zachody są za Kuflem na wprost okien chaty. Teraz trzeba się za nim nabiegać. 
Tam gdzie mieszkamy, nie da się oglądać słonecznego widowiska. Duże zadrzewienie ogranicza widoczność. Z każdej strony wieś otaczają lasy. Pola są rzadkością. Najwięcej  pól roboczych poligonowych i ćwiczeń taktycznych. Dlatego taki zachwyt nad otwartym niebem w Mlądzu.

💚

18 maja 2026

Na żółto, zielono i niebiesko

 Długo mnie tu nie było. Goście troszkę się zasiedzieli.Najpierw dwa tygodnie, potem jeszcze dwa, bo ładna pogoda i pięknie żółto na działce🤗 Trawa i mlecz nie tylko  zdążyły nacieszyć oko, ale i się wysiać. Za rok będzie jeszcze bardziej żółto. To dobrze. Będą swoje kwiaty na syrop. Tym razem rwane są u sąsiada.


Przyjechaliśmy wczoraj z synem i jego dziewczyną. Korzystając z ostatnich kilku godzin otwarcia lokalnej kawiarenki " Miód i Mąka" zdążyliśmy wypić kawkę pod jabłonką. To wyjątkowa kawiarnia. Można  tu z  psem albo i koniem.  Stoliki w sadzie na soczystej trawie z widokiem  na góry, pyszna kawka, domowe wypieki i niedziela ma sens. We Wrocławiu takiej nie mają.


Dziś odwiedziliśmy Jizerkę. W maju kiedy kwitnie pełnik alpejski 



i żonkile jest wyjątkowo. Najpierw wspięliśmy się na Bukoviec, bo stamtąd osada cała jak na dłoni. 



Potem spacerkiem między rozsianymi na zielonej połaci izerskich łąk i torfowisk chatami, które stoją niezmiennie od stu i więcej lat doszliśmy do kwitnącej łąki pod Gnojną Chatą. W tym roku teren jest ogrodzony. Ktoś zaopiekował się zabytkiem i tym, co wokół. Słusznie. Żonkile nie deptane przez turystów  mają szansą przetrwać, a nawet się rozmnożyć. 


Gnojna Chata zagrodzona, ale miłym zaskoczeniem był kamyczek zostawiony przez gracza. Arcydziełko. To mój czwarty z cyklu " kaminky". Puszczamy go w świat.





Na koniec przeszliśmy jeszcze ścieżką edukacyjną wzdłuż szemrzącej Izerki. 






I tak nadreptaliśmy 8 kilometrów wolnym krokiem po Jizerce, zobaczyliśmy raz jeszcze to, co chcieliśmy i wróciliśmy nad naszą Mrożynkę, gdzie nie mniej pięknie, choć już nie żółto.🙂





                                          💚

20 marca 2026

Znowu wiosna

 Całkiem niedawno pisałam o bratkach w roli głównej, no i znów bratki, bo wdzięczne są.



To kupne, ale z zakamarków wychodzą też te rozsiane z zeszłorocznych. Oprócz tego oko radują krokusiki i żonkile na mlądzkiej ziemi wyhodowane. Krety wszystkich cebulek na szczęście nie zjadły.




Przy okazji krótkiej wizyty  dorzuciliśmy kilka worków do corocznej akcji " Sprzątanie Mlądza". 
Sołtys wyznaczył rejon. Cztery worki śmieci zebrane. Robota wykonana. Meldunek do Sołtysa Tomka poszedł.🤗
              



Akcja we wsi jutro. A po akcji ognisko i kiełbaski. Szkoda, że z ludźmi się nie spotkamy.

                                 💚💚💚

Górniczym szlakiem

  Często na blogu zachwalam uroki Grzbietu Kamienickiego. Bezludne ścieżki, nieopisane i mało popularne trasy rowerowe, którymi można dotrze...