Popołudnie było deszczowe i burzowe, idealne na książkę albo szydełko. Spędziliśmy je w domku, spoglądając co jakiś czas na niebo i góry. Niezłe to było widowisko. Tuż przed zachodem pognało nas na górkę pod carską lipę. Weszliśmy od Izerskiej Lawendy, która po zmianie właściciela przybrała nazwę " Ziele".
Nad Mrożynką
20 maja 2026
Wieczorny spacer po deszczu
18 maja 2026
Na żółto, zielono i niebiesko
Długo mnie tu nie było. Goście troszkę się zasiedzieli.Najpierw dwa tygodnie, potem jeszcze dwa, bo ładna pogoda i pięknie żółto na działce🤗 Trawa i mlecz nie tylko zdążyły nacieszyć oko, ale i się wysiać. Za rok będzie jeszcze bardziej żółto. To dobrze. Będą swoje kwiaty na syrop. Tym razem rwane są u sąsiada.
Przyjechaliśmy wczoraj z synem i jego dziewczyną. Korzystając z ostatnich kilku godzin otwarcia lokalnej kawiarenki " Miód i Mąka" zdążyliśmy wypić kawkę pod jabłonką. To wyjątkowa kawiarnia. Można tu z psem albo i koniem. Stoliki w sadzie na soczystej trawie z widokiem na góry, pyszna kawka, domowe wypieki i niedziela ma sens. We Wrocławiu takiej nie mają.
Dziś odwiedziliśmy Jizerkę. W maju kiedy kwitnie pełnik alpejski
i żonkile jest wyjątkowo. Najpierw wspięliśmy się na Bukoviec, bo stamtąd osada cała jak na dłoni.
Potem spacerkiem między rozsianymi na zielonej połaci izerskich łąk i torfowisk chatami, które stoją niezmiennie od stu i więcej lat doszliśmy do kwitnącej łąki pod Gnojną Chatą. W tym roku teren jest ogrodzony. Ktoś zaopiekował się zabytkiem i tym, co wokół. Słusznie. Żonkile nie deptane przez turystów mają szansą przetrwać, a nawet się rozmnożyć.
20 marca 2026
Znowu wiosna
Całkiem niedawno pisałam o bratkach w roli głównej, no i znów bratki, bo wdzięczne są.
To kupne, ale z zakamarków wychodzą też te rozsiane z zeszłorocznych. Oprócz tego oko radują krokusiki i żonkile na mlądzkiej ziemi wyhodowane. Krety wszystkich cebulek na szczęście nie zjadły.
07 marca 2026
Coś dla ciała i dla ducha, czyli sobota na wypasie
Dzisiejszy dzień był wigilią Dnia Kobiet. Najpierw panowie zaprosili nas do kawiarni na kawkę i ciasto, potem przegnali 15 kilometrów po górach. A kawiarnia nie byle jaka była, bo nasza, lokalna, wiejska w Gierczynie " Miód i Mąka". Działa od niedawna. Jeśli ktoś zawita w te strony, to zgrzeszyć musi. Ciasta wyborne, kawka rozmaita, a porcje takie, że ze Starych Żaren najlepiej na piechotę. Od nas to 3 km. Wtedy to i grzechu wielkiego nie będzie, i wyrzutów sumienia, że coś nie daj bóg odłoży się tu i ówdzie.
My po czterogodzinnym spacerku po górach rozgrzeszeni po sernikach i bezach całkowicie. Z nawiązką nawet. Nie wiem, czy jeszcze jutro się nie wybierzemy🤗 Wiejska kawiarnia? A jeszcze jak!
💚💚💚
Góry Łużyckie i Oybin
Tuż za granicą zachodnią, kilka kilometrów za Zittau (Żytawą dawniej) w stronę południową jest przeurocze miasteczko Oybin słynące ze średniowiecznych ruin klasztoru i zamku posadowionych niegdyś na szczycie skały o tej samej nazwie.
Choć to miejscowość uzdrowiskowa, cisza w niej i spokój. Nie ma banerów reklamowych, apartamentowców, marketów, kebabów, makdonaldów, tandetnych parków rozrywki. Czas stoi w miejscu.
W zamian można nacieszyć oko starymi, zadbanymi łużyckimi domami podcieniowymi, wąskimi uliczkami, w których czas odmierza zegar słoneczny, drewnianym, małym kościółkiem, którego malowane wnętrze i klimat nie pozwala wyjść bez modlitwy. Ale najważniejszym miejscem jest sam szczyt skały Oybin i ruiny.
Byłam tu poraz drugi, ale nie mniej zachwycona odwiedzinami, tym bardziej, że w piątkowe przedpołudnie turystów była dosłownie garstka.
Oprócz zwiedzania ruin zaplanowaliśmy trasę pieszą wokół miasteczka prowadzącą przez liczne punkty widokowe na skałach. Piękne widoki, puste szlaki, a do tego słońce i towarzystwo naszych dorosłych dzieciaków, to znaczy jednego naszego z towarzyszką życia.
Oybin z punktu widokowego
Z Mlądza to godzina jazdy ( 60km) handlowym traktem jeleniogórsko- żytawskim pochodzącym z czasów, gdy jeszcze nie było firm kurierskich, a jedyny środek lokomocji stanowiła furmanka. Wycieczka zajęła 6 godzin. Jeśli zrezygnuje się z wędrówki, można w drodze powrotnej zwiedzić zamek Frydlant. Polecamy.
PS. Warto zabrać gotówkę. Nie wszędzie można zapłacić kartą.
Wieczorny spacer po deszczu
Popołudnie było deszczowe i burzowe, idealne na książkę albo szydełko. Spędziliśmy je w domku, spoglądając co jakiś czas na niebo i góry. ...
-
Kolorowe szmatki, tasiemki, sznurki,wstążki, worek guzików- to skarby, które wykładałam z pudełka po butach na kuchenny stół. Miałam trzy ...
-
Niedziela miała być niespieszna. Może spacer do lipy albo na Kufel. Zdarzyło się zupełnie odwrotnie. Od samego rana gdy tylko wyszło słońce,...






























































