05 października 2026

Polana Czarownic w drodze na Bobrowe Skały

 Dzieje się na moim pamiętnikarskim blogu, bo dawno nas tu nie było. A że w końcu jesteśmy, to zostawiam ślad. Zaraz znów zjadą goście i trzeba będzie wyjechać.

Ranek jeszcze był rześki i nieco zamglony. Korzystając z jesiennej aury dało się uchwycić sieci.




Po śniadaniu ruszyliśmy na Bobrowe Skały. To wycieczka z podjazdem. Najlepiej od nas ruszyć w górę spod Galerii Kozia Szyja w Kopańcu. Lubię ten szlak, a zwłaszcza kilkusetmetrowy odcinek za Babią Przełęczą ( Polana Czarownic), ze względu na przepiękny widok na pasmo Karkonoszy. 




W drodze jak zwykle przystanek na Kamiennym Tronie (tak nazwałam to miejsce).  Stąd widok  najlepszy. 


A potem Bobrowe Skały - miejsce przed wojną gwarne i popularne turystycznie z pięknym schroniskiem i wieżą widokową. Dziś  nie spotkaliśmy nikogo ani na szlaku, ani na skałach.





Wracaliśmy tą samą drogą, czyli niebieskim szlakiem. Spacer liczący raptem 7 i pół kilometra zajął nam 3 godziny. Opuściliśmy, czego żałuję, starosłowiańskie miejsca kultu-Sowi Kamień i szczyt Ciemniaka( Góra Mgieł). Wybierzemy się tam w mroczną  pogodę, aby poddać się magii miejsca.
Wybieracie się do nas? Nie zapomnijcie o Bobrowych Skałach. Za dwa lata widok na Karkonosze przesłoni nowy mieszany las. Też będzie pięknie, ale inaczej.

💚☀️





Niebo

 


Tego, co się dzieje tu na niebie nie da się opisać.  W ciągu doby dało się zatrzymać takie obrazy:








💚


04 października 2026

"Nasza klasa" w Mlądzu. Tego jeszcze nie było!

Wrzesień 1984, klasa Ic o profilu ogólnym z rozszerzonym francuskim, LO- jedyne w małym mieście Żagań, ulokowane od 1947 w byłym budynku hitlerjugend. Przed szkołą park z dębem Hitlera w centralnym miejscu. Pod szkołą- schron przeciwpancerny. Miejsce nie wróżyło nic dobrego. A jednak...
 Oprócz elitarnego kształcenia, które dawało dobry start na przyszłość( szkoła nasza u schyłku komuny znajdowała się pod patronatem UNESCO, kładła więc nacisk na współpracę ze szkołami Europy Zachodniej, przede wszystkim Francji, w związku z czym język francuski był obowiązkowy i na wysokim poziomie), zawiązaliśmy przyjaźnie trwające nieprzerwanie po dzisiejszy dzień. Agata- po studiach w Akademii Rolniczej w Krakowie dziś prowadzi swój biznes w Nowej Soli, Jacek- ksiądz misjonarz po seminarium na krakowskim Stradomiu od 24 lat proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Białorusi( ostatni polski duchowny w tym kraju),  Artur-  dziś emerytowany komendant policji, Monika- żona Artura, prokurator, no i my wcześnie emerytowani nauczyciele- drugie, a pierwsze w kolejności klasowe małżeństwo. Spotykamy się w różnych konfiguracjach i z różną częstotliwością, ale gdy do Polski przyjeżdża na dłużej Jacek, spotkania są nadzwyczajne.  Ubywa lat, w głowie rodzą się, jak dawniej, głupie pomysły, wracają wspomnienia z klasowych wycieczek, niezapomnianych lekcji, gaf, imprez szkolnych i prywatek, a potem spotkań w dorosłości .  Jest tego mnóstwo! Tak było i tym razem. W czasie, gdy Jacek mógł do nas dołączyć byliśmy akurat w Mlądzu. Agata zarezerwowała więc noclegi w Osadzie Jeździeckiej "Bata". 




Przyjechali w piątek po południu i zostali do niedzieli. Działo się . Pobyt był krótki, a my chcieliśmy pokazać im jak najwięcej w naszej okolicy, tej najbliższej, bo wyjazd do Świeradowa w słoneczny weekend byłby z pewnością porażką. Tak więc była kawiarnia w Gierczynie ( obowiązkowo i z wielką przyjemnością)





 podziemna trasa turystyczna w Krobicy, 
spacer fragmentem górniczego szlaku z Kufla do Przecznicy,
obiadek w Paprotce i Hejnicka bazylika, a przy okazji kofola, która w restauracji Hugo smakuje najlepiej, ponoć.



 Wieczory spędziliśmy u nas w Starych Żarnach przy ognisku i w "Bacie" przy stołach- bilardowym i biesiadnym.😄






Żal było się rozstawać. Następne takie z Jackiem dopiero za rok.
Piszą i dzwonią, że bardzo im się podobało.  Nie kłamią. My też jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy ich gościć👍. Teraz, gdy zrobiło się cicho, żal, że już po spotkaniu. Ile takich  spotkań przed nami? Przecież mijamy... 

30 września 2026

Tam, gdzie dusza Izerskich Gór

Jeśli ktoś zapytałby mnie o najpiękniejsze miejsce w Górach Izerskich, bez wahania wskazałabym  Halę Izerską i to nie o słynne naleśniki tu chodzi, chociaż są smaczne i pożywne. Nie potrafię  powiedzieć dlaczego. To składanka różnych czynników i nie wiem, który z nich najważniejszy:  kosmiczna energia miejsca, historia z ostatniej wojny i dawniejsza, zdobyta w opracowaniach i tłumaczeniach  (Podróżnicy w Górach Olbrzymich), wyobraźnia czytelnicza, którą uruchomił Śmielak czy Szczyżowski, a może urok hali, która odcięta od cywilizacji sprawia wrażenie oddzielnej planety? Takie mam wrażenie wychodząc lub wyjeżdżając ze świerkowego, gęstego lasu na płaskowyż, tętniący kiedyś życiem. 













Cudowna podróż. Udowodniliśmy w końcu sobie, że ze Starych Żaren rowerem do Chatki Górzystów też się da dojechać. To raptem 45 albo 47 kilometrów w zależności od trasy. Ta obok Kamienicy krótsza. 

                                        💚

Śnieżne Kotły górą i dołem.

 









🫣Zdjęcia w ułożeniu przypadkowym.

W Śnieżnych Stawkach nie było mnie ponad 15 lat! Wtedy też była jesień. Zdjęcia zrobione automatycznym aparatem a potem wywołane u fotografa na matowym papierze do dziś zdobią ściany przedpokoju w moim domu. Kilkanaście lat i ... nic się nie zmieniło. Cudownie, kolorowo, ciepło, pomimo że w paszczy Śnieżnego Kotła. Ta niezmienność i majestat gór najbardziej mnie pociąga. Nawet kamień z grawerem 1900 rok niewzruszony. Co mu tam AI...

Polana Czarownic w drodze na Bobrowe Skały

 Dzieje się na moim pamiętnikarskim blogu, bo dawno nas tu nie było. A że w końcu jesteśmy, to zostawiam ślad. Zaraz znów zjadą goście i trz...