07 stycznia 2026

Pętla wokół Lazne Libverda

 Zgodnie z planem dziś zupełnie nowy szlak z podjazdem do Lazne Libverda, uzdrowiska u naszych południowych sąsiadów. Miejsce energetyczne za sprawą wód zdrojowych z dużą zawartością magnezu i żelaza. Odkrycie zapoczątkował dawno temu pewien kogut z  hejnickiej zagrody, który wypuszczając się na pobliskie mokradła dożył sędziwego, jak na koguta, wieku. Świeradów ma swoją żabę, Lazne Libverda koguta. Tak mówią legendy.

Trasa wyglądała tak:

 O 10.00  wyruszyliśmy ze Starych Żaren w kierunku granicy. Na miejscu postoju byliśmy pół godziny później. Obri Sud- zajazd nad miasteczkiem- był początkiem i końcem pętli. Przy zajeździe oprócz dwóch kotów ani słychu, ani widu żywej duszy. Postój udał się bez opłaty parkingowej. W weekendy na pewno się nie upiecze. Opłata za cały dzień wynosi 70 koron. Ruszyliśmy w górę na zielony szlak. Po drodze podziwialiśmy widoki na wyższe pasmo z Paličnikiem i Orešnikiem w roli głównej. Nad szczytami wisiała ciężka, brunatno-szara chmura. Słońce na szczęście było ponad nią. W dole widać było uśpioną po długim weekendzie wioskę. 






Kilometr dalej ścieżka zamieniła się w leśną drogę. Mieliśmy szczęście. Po pierwsze- na zasypanej śniegiem  drodze  były koleiny po ciężkiej maszynie; po drugie- mieliśmy ze sobą raki🤗.  Po drodze co jakiś czas odsłaniał się widok na zachód.Widać było zamek we Frydlancie.



W pewnym momencie z Nowego Mesta i wiosek poniżej usłyszeliśmy niepokojące odgłosy z megafonów ( w Czechach każda miejscowość je posiada). Potem w dolinie  rozległo się wycie syren. " No nie. Wojna" Pomyślałam. " Zaraz coś nadleci, rypnie jakąś bombką i nawet nie zdążymy wypić tej wyjątkowo słodkiej herbaty z termosu i zjeść wafelków, nie mówiąc już o tym, że dotarcie do jednego z najstarszych schronisk w Górach Izerskich  nie będzie nam dane. Zatrzymaliśmy się. Odpaliłam Interię. W Polsce spokój. Po syrenach znów odezwa z megafonu echem rozeszła się po dolinie. Mój mąż, przewodnik i szerpa zarazem po chwili grzebania w internecie powiedział : " To nie woooojna". Wyczytał, że w Czechach w każdą pierwszą środę miesiąca w południe odbywa się próba alarmu. Uff. Plan może się udać. Przy rozdrożu zmieniliśmy szlak na żółty. 

Było ciężko, bo pod górę i po jednym śladzie, ale jakże pięknie. 





Szlak żółty trochę się dłużył. Obchodząc Świński Wierch zrobiliśmy po drodze kilka przystanków na obserwację pięknej zimowej scenerii. To był najcięższy odcinek. Przy następnym rozdrożu zaplanowaliśmy herbatę i posiłek.

To miejsce zwane jest Czerwonym Bukiem. Łatwo go przegapić, gdyż rośnie nieco poniżej turystycznych drogowskazów. Wielki, rozłożysty prawdopodobnie związany z historią objawienia, czego domyślić się można po zawieszonym na pniu obrazku. Tak samo wielki i dostojny jak ten na Tłoczynie. 

Zgodnie z planem w tym miejscu była słodziutka, gorąca herbata i  bułka z Dino z zamarzniętym morelowym nadzieniem ( minus 7). Tu zmieniliśmy szlak znów na zielony. Nim doszliśmy do schroniska Hubertka. Piszą, że to jedno z najstarszych górskich schronisk w Izerach. 





Budynek nieczynny w zimowym sezonie, latem tętni życiem. Na zdjęciach widać rowerzystów, którzy po szaleństwie na single trackach mogą odpocząć i posilić się co nieco.

Z tego miejsca tylko rzut beretem do Kocich Kamieni. Zimą widać je spod schroniska, latem skrywa się w bukach.  Widok ze skał przepiękny, ale raki konieczne. 





Z wyhlidki  wróciliśmy pod schronisko na czerwony szlak, by krótszą drogą wrócić do wsi. Droga chyba asfaltowa, szeroka, odśnieżona szybko zaprowadziła nas na dół. Zaraz za lasem przy pierwszych zabudowaniach odsłonił się widok na szczyty. Chmura w dalszym ciągu rozkladała nad szczytami swój parasol. W ich kierunku patrzył też drewniany kogut rzeczony wcześniej.




Nie zbaczając z czerwonego szlaku( Stežka Kanclerza Šamala) przemaszerowaliśmy przez Lazne Libverdę spacerowym, odśnieżonym traktem aż do Urzędu Miasta, następnie przeszliśmy przez ulicę i ponownie zmieniliśmy szlak na zielony, który doprowadził nas do auta zaparkowanego przy kompleksie Wielka  Beczka, czyli "Obri Sud".



Udało się. Plan zrealizowany. Prawie, bo jeszcze trzeba było wstąpić do Hugo w Hejnicach na kofolę z kija laną i kawę. Oj, kawy się chciało bardzo.


Zrobiliśmy 11 kilometrów. Wędrówka zajęła nam 3 godziny. W drodze spotkaliśmy jednego turystę.Szlak łatwy, pomijając żółty odcinek po śniegu, i bardzo malowniczy. 

W drodze powrotnej dane nam było jeszcze pożegnać się ze słoneczkiem, które wymknęło się na chwilę spod szaro-burego chmurnego parasola.

 




                                           💚




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Karkonoski klasyk

 Szklarska Poręba-Szrenica- Śnieżne Kotły- Schronisko pod Łabskim Szczytem- Szklarska Poręba. Co tu pisać? Przepięknie, mroźnie, słonecznie ...