Wpadliśmy na krótko, zaraz po pracy. Koszenie najbardziej komunikacyjnych miejsc, podkaszanie dróżki dojazdowej, ku zdziwieniu Lalusia, sprzątanie chaty. Zaniepokoiliśmy zwierzaki. Koziołek biegał w te i z powrotem. Szukał matki. Ta raczej nie przejmowała się zgubą. Obserwowała nas zza brzozy. Pewnie myślała, że jej nie widzimy. Bażant też ucichł. Zburzyliśmy błogi spokój na łące tymi porządkami. Wracamy. Szkoda. Mogłabym jeszcze trochę popatrzeć na góry i chmury.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Trochę tęskno za...
Goście dobrze u nas odpoczywają, zżywają się ze wsią i jej dobrodziejstwami, spacerują po górach, zbierają zioła, plotą wianki, a potem pl...
-
To nasz ostatni dzień długiego pobytu w domku. Jutro wyjeżdżamy w sosnowe lasy i poligony, ale póki co jeszcze w jesiennej aktywności. Kam...
-
Wystarczyło tylko wymierzyć, zamontować i zamknąć. Ale liczyliśmy się z tym, że robota z okiennicami może się przedłużyć. Zamówiliśmy nocl...
-
Niedziela miała być niespieszna. Może spacer do lipy albo na Kufel. Zdarzyło się zupełnie odwrotnie. Od samego rana gdy tylko wyszło słońce,...






Chciałoby się dłużej ale i tak przyjemnie.
OdpowiedzUsuńOk, tak. I przy robocie, i przy odpoczynku. Miejsce bardzo pozytywne.
OdpowiedzUsuń