20 maja 2026

Wieczorny spacer po deszczu

 Popołudnie było deszczowe i burzowe,  idealne na książkę albo szydełko. Spędziliśmy je w domku, spoglądając co jakiś czas na niebo i góry.  Niezłe to było widowisko. Tuż przed zachodem pognało nas na górkę pod carską lipę. Weszliśmy od Izerskiej Lawendy, która po zmianie właściciela przybrała  nazwę " Ziele".


Pomimo deszczu polne drogi nie były mokre. Woda wsiąkła w ziemię jak w suchą gąbkę. Rośliny natomiast cieszyły się wilgocią.
Na każdym bez wyjątku ździebełku zboża, jak kropka nad "i" siedziała kropla. Zauważyłam to przeglądając zdjęcia po powrocie i  żałuję, że nie zrobiłam im zbliżenia pod zachodzące słońce. 



Po przeciwległych stronach polnej drogi. Kiedy w dolnej Przecznicy zapalają światła, Mlądz ogląda zachody słońca.

Krzyż Milenijny pomiędzy Mlądzem a Rębiszowem to miejsce szczególne. Często tu bywamy, ale nie zawsze widnieje na takim tle. Niebo pomalowane na różne kolory i kształty chmur odgrywało na dzisiejszym spacerze rolę główną.


Zachód słońca na wzgórzu zasłaniał las na Krypliczance. Spieszyliśmy się go obejść, aby znów upolować słońce. Udało się. 


Kiedy weszliśmy na łakę nasz domek opływały gęste mgły.





 Trwało to chwilę. Gdy doszliśmy do domku, mgła wtopiła się w las u stóp Kamienickiego Grzbietu. Dzień się skończył. 
Zimą zachody słońca oglądamy nie ruszając się z domu. Kiedy najkrótsze dni, zachody są za Kuflem na wprost okien chaty. Teraz trzeba się za nim nabiegać. 
Tam gdzie mieszkamy, nie da się oglądać słonecznego widowiska. Duże zadrzewienie ogranicza widoczność. Z każdej strony wieś otaczają lasy. Pola są rzadkością. Najwięcej  pól roboczych poligonowych i ćwiczeń taktycznych. Dlatego taki zachwyt nad otwartym niebem w Mlądzu.

💚

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Górniczym szlakiem

  Często na blogu zachwalam uroki Grzbietu Kamienickiego. Bezludne ścieżki, nieopisane i mało popularne trasy rowerowe, którymi można dotrze...