22 października 2026

Nocleg w schronisku "Odrodzenie"

 Kiedyś wyprawa w góry liczyła się tylko wtedy, gdy nocleg był w schronisku. Od kilku lat, kiedy mamy bazę pod górami, w Karkonosze  wyprawiamy się ze Starych Żaren. Ale tym razem było inaczej. W środku tygodnia, a dokładnie w słoneczny październikowy wtorek ruszyliśmy autem do Przesieki. Zaparkowaliśmy jak przed laty pod pensjonatem "Marzenie". Wrzuciliśmy na siebie plecaki  i ruszyliśmy na Przełęcz Karkonoską, czyli 5,5 km w górę. Droga do przełęczy nudnawa, bez widoków. Stary asfalt, od kiedy pamiętam, był wybrzuszony i naderwany  przez korzenie i  zjawiska atmosferyczne, teraz jeszcze bardziej stwarza niebezpieczeństwo dla rowerzystów, zwłaszcza tych jadących z góry. Widok z przełęczy, pomijając parking pod  Spindlerową Boudą zrekompensował zmęczenie. W schronisku byliśmy po niecałych dwóch godzinach. O tej porze roku wchodzi się do niego wejściem zimowym od parteru. Gmach robi na mnie wrażenie za każdym razem. Surowe wnętrze schroniska pamiętające czasy hitlerjugend ociepla  bufet z dobrą kawą i szarlotką, naleśnikami z prażonymi jabłkami, jesienną dekoracją lady, ław i okien oraz ... vintage jazz z lat 40-tych i 50-tych.  W bufecie kilkoro turystów, w jadalni raptem trzy osoby. W sezonie i w czasie weekendów schronisko mocno się zaludnia. A my mamy już wybór. Odpoczęliśmy na zachodnim tarasie. Widok stąd najlepszy, bo na odbudowaną  Petrovą Boudę, dalej Ptasie Kamienie i na Przesiekę w dole. 


Po posiłku i kawie spakowaliśmy się do jednego plecaka drugi zostawiając w suszarni i ruszyliśmy przez Spindlerovą Boudę w poszukiwaniu żółtego szlaku, który wąską doliną potoku miał nas zaprowadzić do Boudy u Bileho Labe a potem na niebieski szlak, czyli tak zwaną Weberovą Cestę - jedną z najpiękniejszych karkonoskich dolin, zwłaszcza o tej porze roku.





Ten odcinek trasy prowadzi w górę wąską ścieżką ułożoną na zboczu Karkonoša.
Po prawej stroma skalna ściana, po lewej w dole Biała Łaba szumnie spływająca po stromych kaskadach. Podejście najpierw jest dość strome. W miarę oddalania się od schroniska łagodnieje i ostatecznie wypłaszcza osiągając wysokość Lučni Boudy.

Pięknie. Puste szlaki, błękit nieba na przemian z kłębiastymi, białymi obłokami i Śnieżka w dali jak zwykle monumentalna i przesłonięta chmurami.




Do schroniska wracaliśmy czerwonym szlakiem.
Taka pustka w Karkonoszach to rzadkość. Nam udało się tuż przed zachodem słońca dotrzeć górą nad Mały Staw i Kocioł Wielkiego Stawu, nad którym jeszcze sto lat temu stało Schronisko Księcia Henryka. Łatwo przegapić to miejsce. Zostały tylko zarośnięte kamienne fundamenty.





Nie spieszyliśmy się z powrotem. Mieliśmy nadzieję na spektakularny zachód słońca. Ten zastał nas tuż za Słonecznikami. Nie dane nam jednak było utrwalenie zjawiska, albowiem wyprztykaliśmy baterie. Na szczęście wszystko zostało w pamięci. Tuż przed zachodem udało się zostawić ślad czegoś takiego:




Niesamowite zjawisko i przeżycie. Aż trudno opisać, co działo się na niebie. Kilkanaście minut dane nam było maszerować w stronę żarzącej się ponad szczytami łuny. Ogień zmieniał barwy z żółtej na pomarańczową, czerwoną, bordową aż w końcu pomiędzy czernią ponad szczytami został nikły ślad po tym pięknym, pełnym aktywności i wrażeń dniu. Ostatnie zdjęcie zrobiliśmy ze schroniska po chwilowym naładowaniu telefonu.



Wieczór spędziliśmy w bufecie przy dźwiękach starego jazzu i ... gulaszowej.




    Już tęsknię za następnym noclegiem w górach i nie straszne mi skrzypiące stare, drewniane podłogi, gwiżdżący gdzieś w okiennych szparach wiatr, minimalistyczne wnętrza małych pokoików bez gniazdek z elektrycznością, ogólny dostęp do łazienki, a nawet widok wystawionych przed pokojem butów odpoczywających po schodzonym  dniu. Tak wygląda schronisko.
                                      
                                          💚



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nocleg w schronisku "Odrodzenie"

 Kiedyś wyprawa w góry liczyła się tylko wtedy, gdy nocleg był w schronisku. Od kilku lat, kiedy mamy bazę pod górami, w Karkonosze  wyprawi...